Wynurzyła się z już zimnej wody. Siedziała w wannie dobre półtorej godziny dolewając co jakiś czas gorącej wody. Otarła ciało bawełnianym ręcznikiem z delikatnym, kwiatowym wzorem. Następnie owinęła szczelnie ciało intensywnie czerwonym szlafrokiem sięgającym niewiele przed kolano. Ponownie wzięła ręcznik, aby wytrzeć mokre włosy. Tarła je szybkimi ruchami, aż mogła stwierdzić, iż żadna kropla wody z nich nie spłynie. Po tym rozczesała włosy szczotką kupioną za kilka złotych. Zamruczała odruchowo.
Wtarła krem w twarz, potem w dłonie. I balsam wtarła w bladą skórę.
Wyszła z łazienki pogrążonej w parze.
- Już? Myślałem, że posiedzisz jeszcze dłużej.
Dość przysadzisty mężczyzna uniósł wzrok na swoją podwładną. Pochłaniał każdy cal jej ciała z ogromną zachłannością. Aczkolwiek słowa wypadające z jego ust wcale nie były zachętą do dłuższej kąpieli.
- Planowałam. Jednak woda zrobiła się zimna. - odmruknęła złośliwie.
Nienawidziła tego faceta, jednak teraz oferował jej robotę. I łazienkę. Na razie miała za duży kawałek do domu. A wolała się oczyścić niż chodzić miastem wyglądając jak bezdomny.
- Eh..
Ciche westchnienie wydobyło się z ust mężczyzny.
Był on o głowę niższy od niej. Na głowie skrzyła się czarna czupryna, acz ślady srebrzystej siwizny powoli dawały się we znaki. Miał około czterdziestu lat. I okropną, wielką tuszę. Gdyby wypadało powiedziałaby mu, że wygląda jak wieloryb. Gruby brzuch, piwny. Dłonie z palcami przypominającymi serdelki. Komicznie małe stopy w porównaniu z grubym udem. I mięsista szyja trzymająca równie mięsistą głowę pokrytą rumieńcami spowodowanymi nadmiernym ciepłem w pomieszczeniu. Twarz zdobiła para brązowych oczu, orli nos oraz usta przypominające kreskę. Nie był okazem przystojności. Ale miał pieniądze. I oferował pracę, za którą hojnie wynagradzał.
- Nowa robota.
Uniosła brew czekając, aż grubas zacznie mówić. Jednak zamiast niego wystąpił dość przeciętnego wyglądu, wysoki mężczyzna. Na oko trzydzieści lat.
- Pan Snow oczekuje od pani bardzo cicho zrobionej sprawy. - wyraził się dość niejasno, jak idiota, który nigdy w życiu nie mówił. Zdanie było kompletnie nieskładne, ale wcale się tym nie przejął. - W tej kopercie.. - mówiąc to wysunął średnich rozmiarów kopertę zrobioną z brązowego papieru, wzięłam ją. - ... jest wszystko szczegółowo opisane. Ma pani zrobić wszystko co do słowa. Inaczej nie dostanie pani zapłaty.
Rudowłosa zamyśliła się na krótką chwilę. Chciała otworzyć kopertę, jednakże ów mężczyzna przeciętnej wagi powstrzymał ją ruchem dłoni.
- Jest to sprawa delikatna, o której wie tylko pan Snow oraz jego najbliższy podwładny. Niestety, ale musi pani.. pani..
- Mów dalej. - warknęła.
Nie miała zamiaru wyjawiać mu swojego imienia ani nazwiska. Skoro nie znał tych danych to miało tak zostać. Nie chciała mieć żadnych kłopotów z tym człowiekiem.
- Musi pani zachować bezwzględną dyskrecję. Nikt o tym nie może się dowiedzieć.
Skinęła powoli głową. Co za barany, nikt nigdy się nie dowiadywał o jej zleceniach. Jakby chciała z kimkolwiek się dzielić tymi informacjami.
Stukot jej obcasów rozległ się na mało zaludnionej uliczce. Skręciła w jeszcze mniejszą. Przed oczami miała podwórze. Dość wyjałowione. Niezaludnione kompletnie. Przed nim stał stary, obskurny blok, do którego mieszkańcy mogli wejść przez cztery osobne klatki schodowe. Ona skierowała się w stronę ostatniej, najbardziej schowanej za rogiem. Odtworzyła drzwi, po czym ruszyła na pierwsze piętro schodami. Weszła do mieszkania ponownie używając klucza.
- Dom.. - wymamrotała rzucając torbę od wejścia w kierunku kanapy.
Jej własny raj. Ubogi, ale z rzeczami najbardziej potrzebnymi i pożądanymi. Nikt nie miał dostępu do tego miejsca prócz niej. I niegdyś kilku kochanków.
- Ciekawe co to za fucha..
Zrzuciła obcasy. Zamknęła drzwi na dwa spusty.
Od razu skierowała swoje kroki w stronę torby rzuconej chwilę temu na kanapę. Wyciągnęła z niej ową brązową kopertę. Bez chwili namysłu rozerwała ją.
Spojrzała na jej zawartość. Usta otworzyły się jej w nieświadomym grymasie. Zamrugała kilkakrotnie powiekami. Zlustrowała uważnie każde słowo zawarte na trzech stronach. Przyjrzała się zdjęciu. Dodatkowo przypomniała sobie człowieka z tego zdjęcia. Przymknęła lekko powieki.
- Znów się spotkamy.. Leo. - wyszeptała bezgłośnie odchylając głowę w tył.
To była tragedia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz