23 czerwca 2005 rok
Jest mi trochę przykro. Tash w piątek idzie do pracy. Jest poniedziałek. Znów będę musiała tłuc się tam sama. Ma dla mnie wiele czasu, ale odczuwam brak pojawiania się w moim powoli odnawiającym się życiu.
Wiedziałem, że jej bardzo często odmawiam, ale prowadziłem życie dość inne niż ona chciała. Wychodziłem na imprezy, ale nie tak często jak Lili. Ostatnim razem jak z nią byłem nie zastaliśmy jej nowych znajomych. Tłumaczyłem jej, że tak się zdarza. Zrozumiała to. Jednak nie potrafi zrozumieć, że chodzę do pracy, pomagam w domu i jestem też zmęczony.
Jednak 28 czerwca przebiła samą siebie. Kończyłem pracę o 24, dlatego obiecałem jej, że ją odbiorę.
Z daleka zobaczyłem Lilinette ubraną w luźną, czerwoną sukienkę. Podtrzymywała ją na swoim ramieniu jakaś brunetka. Wyskoczyłem z auta.
- Co się stało?
Byłem w lekkim szoku. Zielone oczy nieznajomej spojrzały po mnie z nadzwyczajnym spokojem.
- Upiła się. - odpowiedziała cicho.
Uniosłem lekko brew. Pamiętam mój szok jak dziś. Czy ona oszalała? Nigdy, przenigdy Lili nie zrobiłaby czegoś takiego. Byłem pewny, że jej nowi znajomi tak na nią wpływają. Odebrałem od niej przyjaciółkę.
- Dziękuję... - wymamrotałem.
Nieznajoma tylko kiwnęła głową.
- Paaaa.... Elenko. - Lili wybełkotała z nadzwyczajnym rozbawieniem słowa pożegnania, po czym zamilkła i pobladła.
Zanim odjechaliśmy Lilinette musiała parokrotnie zwrócić zawartość żołądka. Wyglądała strasznie. W aucie praktycznie leżała jak odurzona narkotykiem a nie alkoholem. To była tragedia. Mimo ogólnego zmęczenia postanowiłem odwieźć ją do domu i zostać na noc. Zachowywała się dość otępiale. Nigdy się nie upiła i to mnie nieco dobijało. Dodatkowo jej rodziców nie było w domu przez kilka dni a ich córeczka w najlepsze opijała zakończenie drugiej klasy liceum.
30 czerwca 2005 rok
Tash oszalał ostatniej nocy! Nie, dnia. Chodziło mi o dzień, tak. W prawdzie nie pamiętam za bardzo piątkowej imprezy, ale wiem, ze wczoraj się czułam tragicznie miotana pierwszym w życiu kacem. Ale nie.. on musiał jeszcze na mnie nakrzyczeć. Wpierw powiedział, że przeze mnie nie spał całą noc, choć był wykończony po pracy. I musiał zwolnić się na sobotę, bo by nie zdążył. To mógł mnie zostawić! Nie musiałby zwalać całej winy na mnie...
A więc... W piątek zrobiłam...
[...]
.. pamiętam tylko moment, jak weszłam do klubu, spotkałam Melo i Kawasakiego. Tańczyliśmy. Dostałam parę drinków. I potem się obudziłam w domu. Z kosmicznym bólem głowy i suchością w ustach. Całkiem nieprzyjemne doświadczenie. Ciekawe czy tak będzie zawsze. Tash siedział na moim fotelu i wlepiał głupio wzrok w podłogę.
- Dzień dobry... - mruknęłam na powitanie, jednak odwzajemnił mi to tylko zimną ciszą.
Na raz wybuchnął:
- Postradałaś zmysły!?
Rozszerzyłam lekko powieki. O co mu chodziło?
- W domu nie masz rodziców... latasz po jakichś klubach z ludźmi, w gruncie rzeczy, całkowicie obcymi. Obiecuję Ci, że odbiorę Cię z dyskoteki... Przyjeżdżam i widzę cię wspartą i szczebioczącą jak głupia w objęciach jakiejś dziewczyny, której strój przypominał mi prostytutkę.
- Nie obrażaj Eleny!
-... daj mi skończyć. - warknął.
Bolała mnie głowa tak mocno, że nie wszczęłam większej awantury.
- Po pierwsze, rozumiem, że chcesz mieć ciekawsze życie, ale mogłabyś znaleźć sobie ludzi, którzy by cię nie spijali jak prosiaka. Po drugie, właśnie... przesadziłaś stanowczo z alkoholem. Nie znasz słowa "nie"? I ostatnie jesteś tak głupia... Czy pełnoletność odbiła ci palmą na umyśle?
Uniosłam wtedy na niego wzrok i najzwyklej w świecie się roześmiałam, choć był to śmieć pełen złości, rozbawienia i smutku. Co za palant.
- A nie mogę? Chcę robić to na co mam ochotę. Nie zabronisz mi. Mam osiemnaście lat i...
- ... siano we łbie. Tak?
Lili rzuciła się na mnie niczym bestia. Była zła na moje pełen prawdy słowa. Wiem, chciała się bawić, ale mogła robić to jak cywilizowany człowiek. Już wtedy miałem złe przeczucia co do jej ekstremalnego trybu życia, który chciała wprowadzić w istnienie.
Nie uderzyłem jej, choć ona okładała mnie równo wykrzykując jakim jestem idiotą i niemiłym człowiekiem. Była bliska łeb, ale to była tylko i wyłącznie jej wina. Chciałem, aby nie zatopiła się w tym wszystkim za bardzo. Wtedy już czułem, że szykuje się coś złego.
Wyrzuciłam go z domu. Nie mogłam na niego patrzeć. Jak on śmiał być taki dla mnie? Podobno byliśmy przyjaciółmi od dzieciństwa. Więc... czemu mnie nie rozumiał? Potrzebowałam tylko rozrywki. Czy jeden raz jak się upiłam coś zmieniał?
- Wyjdź, proszę.
Rzekłam sucho wracając do łóżka. Okryłam się szczelnie kołdrą. Słyszałam tylko jak wychodził.