Po tych paru dniach rozpoczęła etap proszenia mnie, abym z nią poszedł. Odmówiłem za pierwszym razem. Dzień, który sobie wybrała był dniem mojej pomocy rodzicom w ogrodzie. Lubiłem wychodzić, jednak pomoc rodzicom też dla mnie była ważną rzeczą. Robiła tylekroć smutne oczy, błagała i narzekała. Nie uległem. Obiecałem, że zawiozę ją i odbiorę.
1 czerwca 2005 rok
Niestety, ten głupek Tash musiał wybrać formę ogródkowania, ponieważ nie może pomóc, niedoświadczonej w takim typie życia, dziewczynie. Rozumiem - obowiązki. Ale ten jeden wieczór mógł mi podarować.
3 czerwca 2005 rok
Myślałam nad tym całym wyjście. Ostatecznie doszłam do wniosku, iż potraktuję to jako przygodę. Czemu nie? W końcu chciałam doświadczyć tego nowego. Tyle, ze doświadczę tego całkowicie samodzielnie. To będzie dobre. Tak myślę.
Porozmawiałam z rodzicami. Nie wyrazili dezaprobaty, a nawet stwierdzili, że to będzie dobre doświadczenie dla osiemnastolatki.
6 czerwca 2005 rok
Wczoraj byłam na dyskotece! Było cudownie. Chociaż.. na początku nie było wcale tak kolorowo. Oczywiście przed samym wyjściem pochwaliłam się Tash'owi co ubrałam. Nie mogłam się powstrzymać.
Od razu po szkole wbiegłam do domu, pochłonęłam łapczywie obiad i.. zabrałam się za kompletowanie stroju. Aczkolwiek ostatecznie ubrałam moją ulubioną sukienkę w kolorze soczystej trawy. Podobno pasuje mi do oczu. Są zielone z dodatkiem szarości i żółci. Wybrałam do tego czarne szpilki, jedyne jakie miałam. Nosiłam je zwykle od święta, na zakończenie i rozpoczęcie szkoły. Bardzo rzadko. Mimo wszystko umiałam na nich chodzić i dobrze, bo spaliłabym się ze wstydu, gdybym upadła tuż przed wejściem jak długa. Albo wpadłabym na pomysł, żeby iść do klubu w takiej ładnej sukience i wychodzonych trampkach. Nie zapomniałam o sweterku na powrót do domu.
Umalowałam się odpowiednio do sytuacji, choć nie zbytnio krzykliwie, gdyż nie miałam wprawy w takim dyskotekowym makijażu. Nawet spróbowałam i stwierdziłam, że wyszło mi to krzywo, śmiesznie i niedokładnie. Pies by się uśmiał.
Przebrałam się szybko, ubrałam szpilki. Złapałam sweterek i torebkę, po czym po dziewiętnastej wyleciałam z domu. Tash zadzwonił do mnie, że już czeka i mam się spieszyć.
W klubie było sporo ludzi. Muzyka, gwar. Ludzie tańczyli, pili. Często wychodzili na papierosy. A ja czułam się całkiem niekomfortowo. Czyżby tylko nudne życie pasowało do mnie? Sama nie wiem. Wiem jedynie, iż wpadłam na wielu ludzie. Za każdym razem przepraszałam, lecz nie umiałam rozpocząć żadnej produktywnej rozmowy, nawet śmiesznej rozmówki. Nikogo nie mogłam poznać. Czułam się tragicznie. Dlaczego tak zawsze musi być jak próbuję czegoś nowego? Nie mogłam nawet tańczyć, bo z własnego doświadczenia wiem, że szło mi to miernie. Może w gronie jakichś nowo poznanych ludzi roztańczyłabym się, jednak szło mi źle w tłumie w całkowitej samotności. Metoda uczucia zaginięcia i niewidoczności w grupce poznanych lub znanych osób była najlepsza.
Przez dwie godziny błądziłam jak głupia pomiędzy ludźmi. Byłam gotować nawet zadzwonić już po Tasha. Miałam dość, a do wyznaczonej północy pozostała jeszcze połowa czasu. Doskonale czuła, iż wielu ludzi mnie obserwuje. Pewnie myśleli, że jakiś nieudacznik przyszedł na dyskotekę i chce cokolwiek zrobić ale nie wychodzi. Wiem, że jedna para oglądała mnie przez bardzo długi czas, a gdy próbowałam zniknąć z ich pola widzenia oni również się przemieszczali. W jednej chwili dziewczyna tanecznym krokiem wpadła na mnie, po czym najzwyklej w świecie porwała mnie w taniec. Szło mi makabrycznie, jednak pozwoliłam jej prowadzić. Po piętnastu minutach zaciągnęła mnie siłą w kierunku chłopaka, który okazał się zdumiewająco podobny do niej.
- Ah, powinnam się przywitać. - wymamrotała do mnie szatynka. - Jestem Melo. A to jest Kawasaki. Jesteśmy z domu Haruki. - mówiąc to szczebiotała jak głupia, co mnie nieco irytowało, zdecydowanie wolałam gdy milczała. - Jesteśmy rodzeństwem, bliźniaki, o. - oczywiście nie mogła powinąć bardzo ważne faktu, ale przynajmniej wiedziałam skąd tak uderzające podobieństwo, którego tajemnicy sama domyśliłam się parę chwil wcześniej.
Szatynka ubrana była w obcisłą, krótką sukienkę o barwie świeżych maków. Nie popisała się butami na obcasie, gdyż bez nich była dość wysoka. Czułam się w prawdzie równa na ten moment, ale po ściągnięciu moich szpile byłabym maleńka. Jej brat, Kawasaki, ubrany był w zwykł garnitur z krawatem odpowiadającym kreacji siostry. Był on jeszcze wyższy. Emanowało od nich dziwne poczucie wolności i swobody, nikt im nic nie bronił.
Rozmawiałam z nimi przez trzy kwadranse, gdy odezwał się ów młody mężczyzna:
- Chciałabyś może drinka? - mruknął, po czym dodał: Ja stawiam.
Spojrzałam na niego powstrzymując się od totalnie głupiej miny. Nigdy nie piłam, a całkowicie obcy człowiek proponował mi napój alkoholowy od tak sobie. Zdziwiłam się, jednak odpowiedziałam "chętnie" siląc się na całkowite rozluźnienie, tak aby wyglądało to jak coś normalnego w moim życiu. Mam nadzieję, że to wyszło.
Potem nastąpiła dość długa rozmowa.
- Dlaczego tu przyszłaś? Wyglądasz na całkowicie niewinną, bezbronną.. taka malutka dziewczynka z dobrze ułożonej rodziny. - wybełkotała lekko spita Melo, miała najwyraźniej słabą głowę. Ja mojej wytrwałości jeszcze nie znałam, bo piłam dopiero drugiego drinka i na więcej raczej nie miałam chęci. - Moim zdaniem powinnaś teraz siedzieć w domu.. pisać taki sobie pamiętniczek albo oglądać serial w tv i zazdrościć ekranowym ludziom ich życia...
Zmarszczyłam lekko brwi, gdyż nigdy takich seriali nie tolerowałam i najgorsze z tego wszystkiego było to, iż z tym mnie właśnie kojarzyła imprezowiczka.
- Właśnie przyszłam tu po to, żeby zmienić swoje życie. - odburknęłam zezłoszczona.
Tak, potrafiłam być szorstka w kontaktach.
Szatyn uniósł leniwie oczy na mnie.
- Co masz na myśli, Lilinette?
Nie omieszkał użyć mego pełnego imienia, nawet do swojej siostry mówił jakoś inaczej, chociaż w tym całym gwarze brzmiało to całkowicie niezrozumiale, ale swoje imię dostatecznie dobrze mogłam wysłuchać.
- To, że potrzebuję zmian w życiu. Nienawidzę nudy, której przez tyle lat otrzymałam. Nienawidzę siedzenia w domu przed telewizorem. Nie oglądam dodatkowo seriali. Chcę mieć.. zabawniejsze życie. Potrzebuję czegoś nowego i ekscytującego.
Mówiłam tak szybko, jakbym strzelała z karabinu maszynowego. Nawet nie zdążyłam złapać oddechu pomiędzy zdaniami. Melo zdziwionym, spitym wzrokiem przyglądała się mi, gdy mówiłam w zaskakująco szybkim tempie. Nie wiem, czy cokolwiek zrozumiała. Mimo wszystko dziewczyna spojrzała wyczekującym wzrokiem na swojego brata. Musiałą unieść do tego głowę, przez co wyglądała na niższą niż stworzyła ją natura. Kawasaki również spojrzał na siostrę, po czym odetchnął.
- Proponuję ci.. trochę zmian w życiu. Mogę sprawić, że Twoje życie będzie ciekawsze. Co o tym myślisz?
Ten wieczór był niezapomniany. Potem przyjechał po mnie Tash. Opowiedziałam mu o tym, iż poznałam dwójkę dość sympatycznych ludzi,z którymi umówiłam się na imprezę na przyszły tydzień. Melo zaprosiła mnie również w tygodniu, chociaż nie podała mi adresu, ale wymieniłyśmy się numerami. Miała do mnie zadzwonić.
Mój przyjaciel jest ze mnie dumny. I teraz nie tylko on umie wyjść do jakiegoś klubu!
Przez dwie godziny błądziłam jak głupia pomiędzy ludźmi. Byłam gotować nawet zadzwonić już po Tasha. Miałam dość, a do wyznaczonej północy pozostała jeszcze połowa czasu. Doskonale czuła, iż wielu ludzi mnie obserwuje. Pewnie myśleli, że jakiś nieudacznik przyszedł na dyskotekę i chce cokolwiek zrobić ale nie wychodzi. Wiem, że jedna para oglądała mnie przez bardzo długi czas, a gdy próbowałam zniknąć z ich pola widzenia oni również się przemieszczali. W jednej chwili dziewczyna tanecznym krokiem wpadła na mnie, po czym najzwyklej w świecie porwała mnie w taniec. Szło mi makabrycznie, jednak pozwoliłam jej prowadzić. Po piętnastu minutach zaciągnęła mnie siłą w kierunku chłopaka, który okazał się zdumiewająco podobny do niej.
- Ah, powinnam się przywitać. - wymamrotała do mnie szatynka. - Jestem Melo. A to jest Kawasaki. Jesteśmy z domu Haruki. - mówiąc to szczebiotała jak głupia, co mnie nieco irytowało, zdecydowanie wolałam gdy milczała. - Jesteśmy rodzeństwem, bliźniaki, o. - oczywiście nie mogła powinąć bardzo ważne faktu, ale przynajmniej wiedziałam skąd tak uderzające podobieństwo, którego tajemnicy sama domyśliłam się parę chwil wcześniej.
Szatynka ubrana była w obcisłą, krótką sukienkę o barwie świeżych maków. Nie popisała się butami na obcasie, gdyż bez nich była dość wysoka. Czułam się w prawdzie równa na ten moment, ale po ściągnięciu moich szpile byłabym maleńka. Jej brat, Kawasaki, ubrany był w zwykł garnitur z krawatem odpowiadającym kreacji siostry. Był on jeszcze wyższy. Emanowało od nich dziwne poczucie wolności i swobody, nikt im nic nie bronił.
Rozmawiałam z nimi przez trzy kwadranse, gdy odezwał się ów młody mężczyzna:
- Chciałabyś może drinka? - mruknął, po czym dodał: Ja stawiam.
Spojrzałam na niego powstrzymując się od totalnie głupiej miny. Nigdy nie piłam, a całkowicie obcy człowiek proponował mi napój alkoholowy od tak sobie. Zdziwiłam się, jednak odpowiedziałam "chętnie" siląc się na całkowite rozluźnienie, tak aby wyglądało to jak coś normalnego w moim życiu. Mam nadzieję, że to wyszło.
Potem nastąpiła dość długa rozmowa.
- Dlaczego tu przyszłaś? Wyglądasz na całkowicie niewinną, bezbronną.. taka malutka dziewczynka z dobrze ułożonej rodziny. - wybełkotała lekko spita Melo, miała najwyraźniej słabą głowę. Ja mojej wytrwałości jeszcze nie znałam, bo piłam dopiero drugiego drinka i na więcej raczej nie miałam chęci. - Moim zdaniem powinnaś teraz siedzieć w domu.. pisać taki sobie pamiętniczek albo oglądać serial w tv i zazdrościć ekranowym ludziom ich życia...
Zmarszczyłam lekko brwi, gdyż nigdy takich seriali nie tolerowałam i najgorsze z tego wszystkiego było to, iż z tym mnie właśnie kojarzyła imprezowiczka.
- Właśnie przyszłam tu po to, żeby zmienić swoje życie. - odburknęłam zezłoszczona.
Tak, potrafiłam być szorstka w kontaktach.
Szatyn uniósł leniwie oczy na mnie.
- Co masz na myśli, Lilinette?
Nie omieszkał użyć mego pełnego imienia, nawet do swojej siostry mówił jakoś inaczej, chociaż w tym całym gwarze brzmiało to całkowicie niezrozumiale, ale swoje imię dostatecznie dobrze mogłam wysłuchać.
- To, że potrzebuję zmian w życiu. Nienawidzę nudy, której przez tyle lat otrzymałam. Nienawidzę siedzenia w domu przed telewizorem. Nie oglądam dodatkowo seriali. Chcę mieć.. zabawniejsze życie. Potrzebuję czegoś nowego i ekscytującego.
Mówiłam tak szybko, jakbym strzelała z karabinu maszynowego. Nawet nie zdążyłam złapać oddechu pomiędzy zdaniami. Melo zdziwionym, spitym wzrokiem przyglądała się mi, gdy mówiłam w zaskakująco szybkim tempie. Nie wiem, czy cokolwiek zrozumiała. Mimo wszystko dziewczyna spojrzała wyczekującym wzrokiem na swojego brata. Musiałą unieść do tego głowę, przez co wyglądała na niższą niż stworzyła ją natura. Kawasaki również spojrzał na siostrę, po czym odetchnął.
- Proponuję ci.. trochę zmian w życiu. Mogę sprawić, że Twoje życie będzie ciekawsze. Co o tym myślisz?
Ten wieczór był niezapomniany. Potem przyjechał po mnie Tash. Opowiedziałam mu o tym, iż poznałam dwójkę dość sympatycznych ludzi,z którymi umówiłam się na imprezę na przyszły tydzień. Melo zaprosiła mnie również w tygodniu, chociaż nie podała mi adresu, ale wymieniłyśmy się numerami. Miała do mnie zadzwonić.
Mój przyjaciel jest ze mnie dumny. I teraz nie tylko on umie wyjść do jakiegoś klubu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz