10 czerwca 2005 rok
Spotkałam się z Melo, tak jak miałyśmy to wcześniej umówione. Zazdroszczę jej domu. Jest taki duży i wszechstronny. Ma pięć pokoi, z czego dwa są gościnne. Każdy z trzech pokoi. nie będących gościnnymi. ma swoją osobną łazienkę. Jest jeszcze czwarta łazienka, z której korzystają osoby śpiące w pokojach gościnnych. Wszystko jest schludne. A duży salon pomieściłby z trzydzieści osób w swoim wnętrzu. Nic nie obchodzi kurz, gdyż dom Harukich jest regularnie sprzątany przez ich dwie, osobiste sprzątaczki. Nie mogę zapomnieć dodać, iż rodzeństwo mieszka w całkowitym odosobnieniu od rodziców, co mnie nieco zdziwiło. Mają dopiero po 20 lat, a już mieszkają sami. Szokujące. I dorobili się czegoś takiego... Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o rodzicach Melo, jednakże zdradziła mi tylko, iż mieszkają pięćset kilometrów od Minton. A potem zamilkła na moment i zaczęła oprowadzać mnie dalej po domu.
Jej pokój był dość duży. Znajdował się na piętrze. Ściany miała w kolorze soczystej czerwieni, na podłodze leżały całkowicie białe panele. Meble również były białe, aczkolwiek klamki przetykane były równie rażącą czerwienią. I lampa też była czerwona, aby nie przesadzić z bielą. Zasłony były grube, białe przetykane wzorzystymi kwiatami, które bardzo mnie zainteresowały. Melo spała na wielkim łożu, które było w momencie mojej wizyty rozbebeszone. Ogólnie rzecz biorąc dużo rzeczy walało się po podłodze. Często widziałam przedmioty nieznanego mi pochodzenia. Jednak mimo bałaganu pokój sprawiał wrażenie pięknego. Też chciałabym taki.
Nie wchodziłyśmy do pokoju Kawasakiego ani do jego domowego biura. Dane było mi tylko dowiedzieć się, iż są to jego wyznaczone w domu miejsca i ich naruszać absolutnie nie wolno. Chyba, że sam zaprosi. Dlatego musiałam nacieszyć się jedynie widokiem dębowych drzwi.
Kuchnia nie różniła się niczym od mojej, więc nie będę jej opisywać. To samo tyczy się łazienek. Jednak te części domu są jak najbardziej powszechne w każdym, nawet najbogatszym domu. Różnił się jedynie kolorami i wzornictwem kafelek łazienkowych oraz paneli naściennych w kuchni.
Byłam tak podekscytowana. Niestety o godzinie osiemnastej Melo mnie pożegnała. Przez trzy godziny podziwiałam tylko jej dom zamieniając z nią parę słów dotyczących wystroju. Wypytała mnie też trochę o to, co chciałabym zmienić w swoim życiu. Niezaprzeczalnie odparłam, że wszystko.
Nie mogę doczekać się kolejnej wizyty.
21 czerwca 2005 rok
Dziś zostałam ponownie zaproszona do domu Harukich. Tym razem przyjął mnie Kawasaki razem z Melo. Oraz czarnowłosą pięknością, którą szatyn obejmował w pasie. Od razu zrozumiałam, że musi być to jego dziewczyna.
- Nazywam się Miriam. - powiedziała miękko, po czym wyciągnęła śnieżnobiałą dłoń w moim kierunku. Uścisnęłam jej dłoń.
- Lilinette Scott. - kiwnęłam głową z lekkim uśmiechem.
Siedzieliśmy przy długim stole, ja obok Melo a na przeciw nam Kawasaki i Miriam. Rozmawialiśmy dość przyciszonym tonem głosu, choć nie wiedziałam dlaczego. Większości rozmowy nie pamiętam, ale wiem, iż była dość luźna, a Miriam bardzo rzadko się odzywała. Często zastanawiałam się, czy szatyn nie zabrania dziewczynie odzywać się w towarzystwie, jednak nic na to nie wskazywało.
Wypytali mnie o to ile mam lat. Tak, wcześniej zapomnieli o to spytać, choć wspominałam im to naszego pierwszego dnia znajomości w klubie. Sklerotycy.
- Nazywam się Lilinette Scott, jak wiecie. Mam osiemnaście lat. Mieszkam w tym samym mieście co wy, czyli Minton na ulicy Waszyngtona o numerze siedemdziesiąt pięć. Interesuję się rysowaniem. Czytam. Ale chcę zmienić swoje życie na ciekawsze.
Ten fragment chyba powtarzałam z milion razy. Za każdym razem wydawało mi się, że Melo jest jakby pijana. Wcześniej w jej domu miała to samo odczucie, ale nie mówiłam nic na ten temat. W końcu to było jej życie, a ja matką szatynki nie byłam.
Potem Kawasaki razem ze swoją siostrą wyszli gdzieś pilnie i pozostawili mnie z Miriam na całkiem długie pół godziny sam na sam. Rozmawiałam z nią.
- Co myślisz o tym domu? - spytała nagle.
- Jest całkiem ładny. Wszystko jest takie duże, piękne. Czasami wyidealizowane. Ale zazdroszczę. A Ty co myślisz?
- Uh, myślę, że jest to ładne miejsce. Chciałabym mieć kiedyś taki dom, lecz muszę mieszkać w moim małym mieszkanku. - odparła z lekkim uśmiechem.
- A to źle? Lepiej mieć własne niż żadne.
- Nie mówię, że źle. Po prostu dla kobiety w wieku dwudziestu dwóch lat to nieswojo mieszkać samotnej w kawalerce, ale taki mój los. - wymamrotała cicho. Mówiła całkiem przyjaźnie, acz nie umiałam wydobyć z niej co robi w swojej pracy. Nie naciskałam.
- W gruncie rzeczy masz rację, choć ja jeszcze się uczę. - wymamrotałam dość nieśmiało.
- Ucz się, to bardzo ważna część życia, żebyś potem się nie zmarnowała.
Miriam mówiąc to gładziła smukłymi palcami ciężki naszyjnik zwisający jej na obfitą pierś. Wyglądała niczym dama ze śnieżnobiałą skórą, czarnymi jak heban włosami i idealnie dopasowanym ubiorę, a także ozdobami. Gdyby postawił ją ktoś obok jakiejś księżniczki z bajki dorównywałaby jej nieskazitelną urodą i figurą.
I tak minął ten dzień. Jutro będę musiała porozmawiać z Tashem. Jestem ciekawa, czy mógłby pojechać ze mną w piątek do klubu. Umówiłam się z bliźniakami, ale chciałam, aby poznali mojego przyjaciela. Znając życie będzie mieć znów wymówki albo był ostatnio, kiedy ja nie miałam czasu... Zobaczy się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz