Dawno nie widziałem Lili. Zaczął się nowy rok szkolny. Mimo wszystko wrzesień był spokojnym miesiącem. Rodzice Lilinette powiedzieli, iż chodzi do szkoły, acz dalej ubiera się niestosownie. Był przynajmniej jeden plus w całym tym nieszczęściu. Miałem ogromną nadzieję, że dziewczyna nie zaprzepaści szansy porządnego ukończenia szkoły z pozytywnymi wynikami na maturze i dostania się na wymarzone studia. Zawsze mówiła o tym jak bardzo chciałabym dostać się na prawo. To była wysoka poprzeczka, dlatego musiała się starać tak bardzo jak dwie poprzednie klasy.
Widziałem ją nawet kilka razy. Pogodna, radosna. Wychodziła z koleżankami z klasy. Jednak to była tylko obłuda początkująca coś znacznie gorszego. Nie chciałem do siebie tego dopuścić. Wmawiałem sobie, że zawsze widzę ją radosną, ale naprawdę z dnia na dzień marniała w oczach. Dalej spotykała się z dziewczynami z klasy w parku. Podobno zapraszała je nawet do domu. Zaś po rozmowie z rodzicami Lili nic nie wywnioskowałem prócz tego, że oni również zauważyli zmianę jej samopoczucia. Słyszałem nawet, iż nie chodzi na żadne piątkowe imprezy, a w tygodniu spędza wiele czasu nad książkami.
Od razu mogłem dostrzec, że wszystko było za piękne, za szybko wróciło do normy.
Jeden z pierwszych dni października. Ciepło, przyjemnie. Wylegiwałem się na tarasie owinięty w koc. Na stoliku stała gorąca herbata z cytryną oraz mój telefon. Zawsze byłem pod ręką, do usług wszystkich. Przeciągnąłem się leniwie i usłyszałem dzwonek telefonu. Dość tępy, wyprowadzający mnie z błogiego spokoju. Słyszałem pierwsze słowa piosenki Erica Claptona "Tears in Heaven". Chciałem się wsłuchać, jednak na wyświetlaczu pojawił się napis "Mama Lili". Zmarszczyłem lekko czoło i odebrałem.
- Słucham?
- Tash, matko boska, dziecko. Widziałeś może Lili?
Od razu jakiś impuls w głowie powiedział mi, iż jest u swojego kochanego znajomego Kawasakiego, lecz nie znałem adresu, a nie chciałem robić zbędnych nadziei pani Scott.
- Nie, nie widziałem. A coś się stało? - spytałem dość spokojnym tonem głosu starając się nie zdradzić własnego zdenerwowania.
Tego dnia serce latało mi jak oszalałe. Dowiedziałem się, iż moja przyjaciółka z dzieciństwa unika szkoły i wraca bardzo późno w nocy. Nie mogłem stwierdzić co się z nią dzieje. Wtedy było to dla mnie nieznanym, jednak teraz trzymając jej pamiętnik w dłoniach dokładnie wiem co się działo. W prawdzie daty są lekko zamazane i nie mogę stwierdzić nic więcej, że pisała o końcu września i początku października.
Widziałam dziś pięknego ptaka. Był wolny. Łopotał powolnie swoimi skrzydłami strząsając resztki porannej rosy. Jego pióra wydawały się lśnić na słońcu. Chciałam być taka jak on. Nie potrzebowałam klatki, która sprawiała mi więcej smutku niż radości. Tak. Na początku było wspaniale. Odzyskałam stare kontakty i mimo innego stylu, jaki zapanował na mnie w wakacje, wszyscy mnie akceptowali. A może nawet bardziej polubili? Sama nie wiem. Uważali mnie za lekko ducha.
Dziś Tracie powiedziała mi, że jestem tak bardzo wolną osobą, że pewnie robię wiele rzeczy w ciągu każdego dnia. Oznajmiła nawet, iż mi zazdrości. Chciałam wtedy jej powiedzieć, że od czasu końca wakacji straciłam kontakty z Melo i Kawasakim oraz resztą. Ale ona ich nie znała. Nic nie mogłam zrobić, dlatego uśmiechnęłam się zawadiacko jak to miałam w zwyczaju, choć wiedziałam, że wyglądam jak kompletny głąb.
Włóczę się jak cień po korytarzach szkolnych. Dziś na lekcji fizyki doszłam do wniosku, że czuję się wypompowana emocjonalnie. Powróciła stara rutyna. Nadmiar nauki, testów. Przygotowanie do matury. Kiedyś planowałam być prawnikiem. Teraz sama nie wiem czego oczekuję od życia. Z dnia na dzień gubię się coraz bardziej. Podniosłam dłoń, po czym powiedziałam nauczycielce, że strasznie źle się czuję. Odesłała mnie do pielęgniarki. Na szczęście mogłam wziąć swoje rzeczy, bo było tylko kilka minut do dzwonka. Kierowana zwykłym odruchem poszłam do owej pielęgniarki. Sprawdziła mi temperaturę, ciśnienie. Wszystko w normie. Mimo wszystko pozwoliła mi pójść do domu i uważać po drodze. Nie mogłam iść do domu. Ostatnio rodzice znów zaczęli ze mną normalnie rozmawiać, choć były to krótkie rozmowy przerywane ich pracą a moją nauką.
Skierowałam się do parku. Usiadłam na mojej stałej ławce, wyciągnęłam leniwie nogi. Miałam szaloną ochotę ściągnąć buty, resztę ubrań i położyć się w wannie z gorącą wodą i jakimiś olejkami zapachowymi. Potrzebowałam odprężenia. Tak myślałam.
Minęło parę dni. Mimo kąpieli, odpoczynku od ciągłego siedzenia w książkach do godzin uznawanych za nieprzyzwoite oraz wielu spacerach z dziewczynami, a czasem chłopakami, z klasy... czułam się tylko gorzej. Raz po raz otwieram ten pamiętnik. Spisuję wszystko co mnie męczy. I jeszcze jest gorzej. Czy ja się sypię?
Już wiem! Wiem czego mi brakowało. Czyż nie omijałam końca roku szkolnego jak ognia? Czy nie byłam wtedy o wiele szczęśliwsza i pogodniejsza? Ciągle się coś działo. Robiłam na przekór rodzinie i Tashowi, z którym w gruncie rzeczy nie rozmawiam od bardzo dawna. Od tej ostatniej rozmowy w parku. Nie wiem czy mi go brakuje. Ale na sto procent wiem, iż chcę znów tych imprez do późna i towarzystwa Melo oraz Kawasakiego. Stęskniłam się. Dlatego wróciłam do nich. Teraz.. odpoczywam od szkoły całkiem. Ale jeszcze tam wrócę! Mam sporo czasu do matury. Nauka nie zając. Ale życie tak.