niedziela, 22 listopada 2015

Powroty córki marnotrawnej

Uniosła dłonie w geście obronnym jakby zaraz ktoś miał ją skrzywdzić. Oczy miała lekko zaczerwienione. Od choroby, naturalnie. Była chorowitą osobą, a do tego strachliwą, można było wnioskować z jej postawy.
Tak naprawdę jej twarz nie wyrażała nic. Ktoś mógłby doszukać się obojętności, jednak to nie było nawet to.
Czuła się zmęczona i wytargana chorobą. A do tego przyszło się jej tłumaczyć z tak długiej nieobecności. Zagryzła dolną wargę obserwując swojego odbiorcę. Ostatecznie zachęcona ruchem dłoni obcego usiadła.
Wcale nie chorowała długo. To tylko parę dni. Jej chorobą było lenistwo. A może - przepracowanie? W końcu rzeczy należy nazywać po imieniu. Nieprawdaż? Padłaś na podłogę, córko marnotrawna, teraz wracasz szukając zajęcia, chociaż doskonale wiesz, iż nie masz wiele czasu.
- Co tu robisz? - pyta ją ten głos. Trochę szorstki, wyblakły. Ale dalej z nutą ciekawości.
- Wracam. - odparła.
W końcu na jej twarzy pojawił się wyraz zmieszania. Głupia była to odpowiedź, ale może... Wraca. Czy jednak znowu oszukuje, kłamie i za kolejne dwa lata powróci z tą samą skruszoną miną?
- I tak zrobiłaś tu niewiele. Mało ciekawego. Mało sensownego. - mruknął, po czym splunął w kąt pokoju.
Obrzydzona nie spojrzała w tamtym kierunku. Miała wstręt do takich rzeczy.
- Tym razem się postaram....
- Milcz.
Tylko taką dostała odpowiedź. Nie była pewna co ma teraz zrobić, jednak wróciła do swojej starej komnaty. Była znużona. Czyżby znów odechciało się jej sięgać po to stare pióro i wymyślać nowe historie? Sama nie wiedziała. Szukała czegoś nowego. Szukała w dalszym ciągu inspiracji. Jednak nie mogła jej znaleźć. Postanowiła znów wyjść z tej komnaty, lecz bała się kiedy znowu powróci.
Zagryzła usta.
Pora było się wziąć w garść.