Błądzę po ulicach tego miasta, niczym duch przechodzę obok ciebie oddając ci twoje serce. O ile jesteś odbiorcą przesyłki. Krążę tak i czekam, aż dostanę zlecenie. W końcu jestem jednym z Roznosicieli Serc.
Kiedyś uciekałem od własnego losu. Biegłem jak najdalej, by w końcu upaść i stracić swoją prywatną część. Zagubiony na rozdrożu dróg wybrałem źle nie wiedząc, czy właśnie tego chcę. Ale dokonałem wyboru i uciekałem. Jakbym właśnie wydostał się z więzienia.
Prosili mnie, błagali. Gładząc moje wyblakłe od farbowania włosy. Ale zbiegłem dalej niż ktokolwiek inny i teraz jestem tu. Ja. Roznosiciel Serc.
- Nazywasz się Miyaki?
Kładę dłoń na zimnym czole kobiety leżącej pośrodku ulicy. Leży, całkiem blada. Wokoło biega wielu ludzi. Nie wpadają na mnie, bo boją się uszkodzić młodej kobiety. Ale gdyby przez przypadek mnie dotknęli poczuliby opór czegoś niematerialnego. W końcu nie istnieję już w tym świecie.
- Tak..
Słyszę cichy szept jakby z oddali. Oglądam się szukając źródła dźwięku. Dostrzegam młodą kobietę, która właśnie leży bezwładnie z zamkniętymi oczyma u stóp ludzi. Ale nie w tym świecie. Tutaj patrzy na mnie nieco zmieszana. Jej ciało jest lekko przeźroczyste. Muszę się spieszyć, bo odejdzie. A w końcu ktoś bardzo prosił o życie dla niej. Mimo wszystko przyglądam się szczupłej kobiecie. Miyaki. Długie, kruczoczarne włosy spływają po ramionach. Strój codzienny. Nie wychodziła nigdzie.
- Mam dla Ciebie przesyłkę.
Wypalam nagle nie chcąc już wydłużać jej cierpienia.
- Przesyłkę? - zdziwiony wzrok wbija się w moją osobę. - Jesteś Aniołem?
Cień uśmiechu pojawia się na moich ustach. Gdybym tylko nim był to wszystko byłoby łatwiejsze. Przypisany byłbym tylko do jednej osoby. I pilnował jej jak oczka w głowie. Kręcę przecząco głową, po czym sięgam powoli do plecaka. Ściągam go z ramion.
- Coś w tym stylu. - odpowiadam w końcu.
Tylekroć to tłumaczę. Zawsze od początku. Chociaż nie.. Nie tłumacze tylko daję zdawkowe odpowiedzi. Nigdy nie byłem zbyt rozmowny. Nawet przed Ucieczką.
- Ktoś się o ciebie bardzo martwił. I kazał dostarczyć to.
- "To"?
- Tak, to. Wiesz co to jest?
Kobieta zaciska lekko wargi. Robi się coraz bardziej przeźroczysta. Trzeba działać, bo odejdzie a moje zadanie nie zostanie wykonane. Dostałbym potężne baty od przewodniczącego. Muszę mu być posłuszny. W końcu nie codziennie zwykł człowiek dostaję szansę dostania się w szeregi Roznosicieli Serc.
Kąciki ust unoszą mi się lekko. Uwielbiam ten moment.
- Raduj się, Miyaki. Albowiem pewna cenna osoba darowała ci dalsze życie. A ta sytuacja kazała ci sobie o niej przypomnieć. I zadbać. Oraz uważać na siebie.
- Ale kto to..?
Pyta. Każdy chce wiedzieć, ale nawet gdybym jej to powiedział to po przebudzeniu nie pamiętałaby mojej istoty oraz tego co mówiłem. Zostałoby tylko uczucie, iż musi odzyskać kogoś kogo straciła bądź traci.
- Dowiesz się jak przyjmiesz prezent. Chcesz?
Splata lekko dłonie na piersi.
- Tu jest przyjemnie. Nie czuję chłodnego wiatru. I w końcu ktokolwiek się mną interesuję, acz to mój koniec z tego co widzę. Czy to ta świadomość zaraz po śmierci? Nie wiem. A cóż ty dla mnie niesiesz? Śmierć to śmierć. Nie ma drogi ucieczki..
-.. lecz jest pomocna dłoń. Serce, konkretnie. Więc?
- Ciekawe, czy zajdą jakieś zmiany. - mamrocze cicho.
- Tylko musisz sama coś zdziałać. - dopowiadam.
- Dobrze. Chcę to. Kimkolwiek jesteś.
Uśmiecham się szeroko. Dawanie komuś życia, bo ma kogoś kto chciał go odzyskać, bo ma po co żyć i jego grzechy nie są za duże, aby nie mógł tego nie otrzymać. To jest piękne.
Otwieram plecak. Wyciągam z niego małą, czerwoną paczuszkę zawiniętą w złotą kokardę. Przywódca lubi ekstrawagancję. Chociaż sam dałbym tam tylko pudełko. I tak ona tego nie zapamięta. Wyciągam dłoń w kierunku kobiety.
- Otwórz.
Ponaglam, po czym zachęcona słowami ściąga wstążkę. Uchyla wieczko i... roznosi się światłość. Ciepło. Porywa kobietę w swe objęcia, prowadzi w kierunku półmartwego ciała, które właśnie ktoś reanimuje.
Patrzę jedynie jak to darowane Serce rozpościera się wygodnie w jej ciele. Mam nadzieję, że wykorzysta je dobrze.
Słyszę coś w rodzaju głuchego furkotu. Obudziła się, wypuściła zdławione w płucach powietrze. Nie wie co się dzieje. Rozgląda się przypadkiem wlepia wzrok jakby we mnie. Choć i tak nie jest możliwym aby mnie dojrzała.
- Piękna Miyaki. Idź, bo twe Serce poszukuje dawcy jak spragniony wody.
Odchodzę. Ja. Niewidzialny. Roznosiciel Serc.
poniedziałek, 4 listopada 2013
piątek, 1 listopada 2013
"The 30 Days Writing Challenge" - Day 4: Bones
Słyszysz to narastające napięcie pomiędzy strunami twoich łączy układu nerwowego?
Czy przesuwasz właśnie dłonią po zimnym, sztucznym, martwym stole?
Dlaczego to robisz słysząc jak tłuczesz się sam w sobie.. I mimo ponagleń innych mógłbyś zatrzymać się w sferze własnej nicości.
Dlaczego brniesz dalej?
Jak bagno bezdenne, grzechocze kości. Włókno za włóknem, pęka.. odchodzi. Rozbryzguje się. Kość? Strzela, płynie falą mglistą. Na suszy wiecznych męczarni. Na litości ludzi spowitych w kłamstwo. Otulasz się człowiekiem. Otulasz się nie człowiekiem. Szukasz, poszukujesz. Dławisz się układem nerwowym. Wyrywać powoli zaczynasz to co siedzi najgłębiej w tobie. Rwiesz. Mocno, silniej, bardziej. Jak wariat biegnący przez łany zbóż w pewien złocisty poranek.
Czego oczekujesz?
Miłości, litości, naiwności, nadziei.. Może oczekujesz wiary?
Tylko w co chcesz wierzyć, zabłąkana owco. Brnąc w życie nie nauczyłeś się, że wiara w nieśmiertelność popada w ruinę tak szybko jak każda rzecz martwa. Gnijące, rozłażące się na wszystko co najgorsze - ciało. Odwieczność, zawieczność, wieczność... Nie znam tych słów zbyt dobrze aby wytłumaczyć ci ich potęgę na przykładzie łamiących się kości.
Kość a nieśmiertelność.
Kość a życie.
Łamane a życie.
Cóż to za obłąkane porównania godne najgorszego z najgorszych zidiociałych jednostek?
Nie wiedząc czego oczekuje twe serce od złości świata idziesz do najprostszej z możliwych i utykasz w smole kłamstw. Nigdy nie wychodzisz z tego bajora, bo taka jest rola nędznika ziemi. Kiedy odejdziesz... nie będzie nieśmiertelności.
Dusza odpłynie.
Ciało zawiedzie.
Pamięć rozmaże najlepsze wspomnienie.
Nie oczekuj za wiele.
Sprostać wytłumaczeniu. Do kości przyrównać. Płaczem zaspokoić. Odszukać nienawiść pośród fałszywości uśmiechu.
Daj mi kość. A złamię ją. I łamiąc także twoją odwagę udowodnię ci jak wiele potrafię w mej złości dla nicości.
Czy przesuwasz właśnie dłonią po zimnym, sztucznym, martwym stole?
Dlaczego to robisz słysząc jak tłuczesz się sam w sobie.. I mimo ponagleń innych mógłbyś zatrzymać się w sferze własnej nicości.
Dlaczego brniesz dalej?
Jak bagno bezdenne, grzechocze kości. Włókno za włóknem, pęka.. odchodzi. Rozbryzguje się. Kość? Strzela, płynie falą mglistą. Na suszy wiecznych męczarni. Na litości ludzi spowitych w kłamstwo. Otulasz się człowiekiem. Otulasz się nie człowiekiem. Szukasz, poszukujesz. Dławisz się układem nerwowym. Wyrywać powoli zaczynasz to co siedzi najgłębiej w tobie. Rwiesz. Mocno, silniej, bardziej. Jak wariat biegnący przez łany zbóż w pewien złocisty poranek.
Czego oczekujesz?
Miłości, litości, naiwności, nadziei.. Może oczekujesz wiary?
Tylko w co chcesz wierzyć, zabłąkana owco. Brnąc w życie nie nauczyłeś się, że wiara w nieśmiertelność popada w ruinę tak szybko jak każda rzecz martwa. Gnijące, rozłażące się na wszystko co najgorsze - ciało. Odwieczność, zawieczność, wieczność... Nie znam tych słów zbyt dobrze aby wytłumaczyć ci ich potęgę na przykładzie łamiących się kości.
Kość a nieśmiertelność.
Kość a życie.
Łamane a życie.
Cóż to za obłąkane porównania godne najgorszego z najgorszych zidiociałych jednostek?
Nie wiedząc czego oczekuje twe serce od złości świata idziesz do najprostszej z możliwych i utykasz w smole kłamstw. Nigdy nie wychodzisz z tego bajora, bo taka jest rola nędznika ziemi. Kiedy odejdziesz... nie będzie nieśmiertelności.
Dusza odpłynie.
Ciało zawiedzie.
Pamięć rozmaże najlepsze wspomnienie.
Nie oczekuj za wiele.
Sprostać wytłumaczeniu. Do kości przyrównać. Płaczem zaspokoić. Odszukać nienawiść pośród fałszywości uśmiechu.
Daj mi kość. A złamię ją. I łamiąc także twoją odwagę udowodnię ci jak wiele potrafię w mej złości dla nicości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)