środa, 24 lipca 2013

Maraton uwodzenia

Niepostrzeżenie zahaczyła opuszkami palców o ramię chłopaka, po czym oddaliła się powabnym krokiem. Wyglądała niczym giętka wić. Kołysała się z boku na bok harmonijnie poruszając biodrami. Stawiała przy tym kroki krótkie, lekkie i ciche. Dłonie miała małe, acz smukłe. Na paznokciach miała zieleń najbardziej intensywnych traw wschodzącej wiosny. I delikatny, złoty pierścionek opasający palec serdeczny.
Dziewczyna swoje kroki kierowała w stronę cienia na obszernym ogrodzie przyłączonym zaraz do hotelu. Zgrabnie przysiadła na trawie. Czerwień jej zwiewnej, krótkiej sukienki opadła dookoła. Odchyliła lekko głowę w tył. Szukała wzrokiem kochanka. Kusząco, choć stanowczo, drgnęła dłonią przywołując go do swego boku. Oczy w kolorze jaspisu agatowego drgnęły delikatnie. Zmrużyła powieki. Czekała.
Młodzieniec oblizał usta zachęcony drobnymi gestami. W jego oczach widać było pożądanie. Chęć szybkiego złapania młodej kobiety w swe ramiona. Wpicia się w jej wydatne usta. Obadania każdego skrawka mlecznej skóry. Ucałowania porcelanowych policzków.
Ruszył. Wolnym krokiem. Z góry przyglądał się opadającej na trawę dziewczynie. Uniosła lekko nogi, poruszyła nimi zgrabnie wyginając przy tym stopy w łagodny łuk. Opuściła je. Zachęcała chłopaka dalej. Przekręciła się na brzuch, dźwignęła ciężar ciała na dłoniach wspartych o chłodną trawę. Hebanowe włosy, rozwichrzone, opadły lekko na prawej połowie twarzy. Wyglądała jak dzika tygrysica oczekująca swego tygrysa. Przeciągnęła się, dzięki czemu jej tułów opadł, a pierś oparła się o grunt, zaś biodra uniosły się niebezpiecznie ku górze. Ten gest uwydatnił jej pełne pośladki. Młody mężczyzna zbliżył się do niej wystarczająco, aby dotknąć pupy niewiasty. Ku jego niezadowoleniu zdążyła opaść na ziemię i przekręcić się odrobinę dalej. Spojrzała nań kocim wzrokiem. Usiadła ze stopami podwiniętymi pod pośladki. Oczekiwała.
Mężczyzna opadł na ziemię, po czym przysunął się do niej najłagodniej jak umiał, aby nie spłoszyć swej zwierzyny. Spojrzał na nią aksamitnymi oczyma antylopy. Wyciągnął się, a zębami zahaczył o płatek ucha ofiary. Drgnęła niespokojnie robiąc minę godną męczennicy.Uczuła jak dłonie kochanka łapią ją w pasie jak najdelikatniejszą wić. Mimo wszystko gest ów był dość silny, aby opadła ona bezwiednie na ziemi pod nim.
Ustami obadał każdy milimetr jej twarzy, by ostatecznie wpić się w słodkie usteczka najdroższej.
Dłońmi zarysował kształty ciała młodej kobiety okryte pod materiałem. Kąciki ust drgnęły mu w niepohamowanej chwili tryumfu. Dziewczyna zaś pozostała ze swym namiętnym spojrzeniem ubóstwiając mimikę twarzy łowcy.

Co było dalej... To zakryły krzewy róż, które posadzono akurat w tym miejscu. Rosły obficie, dlatego nie dojrzał tego nikt. Chyba, że sobie wyobrazisz, drogi widzu, jak łagodna tygrysica wpadła w łapy kochanka pośród chłodu ogrodowego cienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz