sobota, 21 września 2013

"The 30 Days Writing Challenge" - Day 3: Teeth

"... Anastazja była dobrą, grzeczną dziewczynką. Wszyscy uważali ją za godny przykład dla innych jej rówieśniczek. Mając dziesięć lat była jedną z tych dziewczynek, które potrafiły już same zawiązać sobie sznurówki od butów w piękną kokardę. Wiele jej koleżanek miało z tym trudności, więc wychodziły im brzydkie, niekształtne kokardki albo supły bądź niczego nie trzymające się sznurki. Wszyscy nauczyciele chwalili dziewczynkę za jej płynną mowę w języku ojczystym, odpowiednie zachowanie i należycie przyszykowany tornister szkolny. Mogła nawet wykazać się podstawowymi umiejętnościami z języka obcego, w którym już umiała złożyć w całość trzy słowa. Zawsze porządnie odwieszona kurtka na haczyku i równiusieńko ustawione buty pod ławką. Ot, najważniejsze rzeczy z podstawówki. Anastazję uważano za dziewczynkę godną wszelakich pochwał, o jasnym umyśle i czystym spojrzeniu. Z ciemnymi włosami oraz bladymi, niebieskimi tęczówkami i śnieżną cerą wyglądała jak laleczka z saskiej porcelany. Całkiem niewinna, łatwa do stłuczenia figurka. Nie wiedzieli jednak, że za tą niepozorną istotką kryje się dość specyficzne uzależnienie. Gdyby miała wielu przyjaciół od razu zauważyliby momenty, gdy znikała na przerwach. Inne dziewczynki chodziły parami do toalety, zaś ona truchtała samiutka na końcówkę przerwy. W prawdzie nigdy się nie spóźniała, lecz poświęcała resztkę wolnego czasu między lekcjami na porządne szorowanie zębów. Robiła to stanowczo za wiele razy w ciągu dnia. Od razu po przebudzeniu, po śniadaniu, co każdą przerwę, po każdym posiłku. I przykładała szczególną wagę do szczotkowania swego prostego uzębienia po spożytych kaloriach. Wystarczył nawet łyczek wody, aby Anastazja biegła do toalety myć zęby. Mimo iż nie potrafiła się oprzeć  pokusie ponownego szorowania zębów nie mogła nikomu się przyznać. Uważała to za bardzo wstydliwy temat, dlatego milczała kiedy pytano ją o powód zniknięcia bądź wymyślała coś w miejsca..."

sobota, 7 września 2013

"The 30 Days Writing Challenge" - Day 2: Ash

Jesion, cholera jasna. Zawsze zastanawiałam się jak wygląda to drzewo. Jestem w kropce. Możliwe, iż wiele razy przechodziłam obok takiego, ale.. to drzewo nie ma żadnego związku z niczym! Jesion, jesion, jesion. Uderzam dłonią w biurko. Denerwuję się. Myślę nadaremno. I szlag człowieka bierze. Chociaż "ash" oznacza również "popiół". Ale z tym też nie mam żadnych skojarzeń!
Drapię się miarowo po czole zastanawiając co wymyślić. Może coś o drzewie powstającym z popiołów? Albo o drzewie, które zamieniło się w popiół po pożarze? Też nie. To takie denne, prostolinijne.

"Pewnego dnia szłam do pracy. Dzień zapowiadał się bardzo pięknie. Myślami byłam daleko w obłokach, lecz donośny dźwięk wyrwał mnie z zamyślenia. Na drodze biegnącej obok chodnika, po którym się poruszałam, przejeżdżały dwa wozy strażackie. Człowiek z nadwrażliwym słuchem, tak jak mój, denerwował się, gdy taki wóz przejeżdżał nieopodal i drażnił bębenki uszne swą donośną syreną. Zauważyłam, iż skręcił w uliczkę, którą zwykłam chodzić do mojego biura rachunkowego. Zaciekawiona podbiegłam te kilkanaście metrów. Moim oczom ukazał się ogromny pożar parku. Wyglądał niczym powstający z popiołów feniks. Moje zielone tęczówki pochłaniały ten widok jak spragnione usta wodę. Wtedy ujrzałam moje ulubione drzewo. Jesion. Płomienie lizały jego delikatne, mannowe listowie. Wyglądał przepięknie, choć w sercu zrobiło mi się żal, jakbym traciła skarb przetrzymywany od dawien dawna w tym miejscu. Strażacy krzątali się, podłączali węże do hydrantu. Zaczęli akcję ratunkową, której bacznie się przyglądałam. Walczyli z drastycznością tego niebezpiecznego żywiołu. Skronie lśniły im od potu, dłonie obległy sadzą. Kiedy skończyli z połowy drzew nie zostało nic więcej niż popioły i szczątki."

Nie, to wcale nie wygląda ciekawie. Mogę iść skubać trawę a nie pisać.

poniedziałek, 2 września 2013

"The 30 Days Writing Challenge" - Day 1: Hero

6:00 dzwoni budzik. Zdenerwowana, zaspana i nijaka podniosłam dłoń, aby złapać dzwoniącego natręta. Rzecz jasna, że kliknęłam "drzemkę". I z telefonem w dłoni padłam twarzą w poduszkę. Po pięciu minutach, gdy budzik znów zaczął denerwować mój nadwrażliwy porankami słuch, postanowiłam wyjść z łóżka. Mordęga. Nie dość, że zaczynała się powoli jesień to było zimno jakby zaczęła się zima. Cholerstwo jedno.
Zarzuciłam mój czerwony szlafrok w białe misie, zawiązałam się w pasie i ubrałam moje kochane bambosze-pandy. W kuchni zastałam krzątającego się tatę. Zawsze wstawał szybciej niż ja i robił mi kanapki do szkoły, a potem wracał do łóżka. Jak co ranek zjadłam płatki czekoladowe na mleku, byle podgrzanym, zalałam herbatę malinową i z nią poszłam do mojego pokoju. Normalną rzeczą u mnie jest to, iż dopóki herbata nie wystygnie robię masę rzeczy. Szybko ubrałam się w jasne jeansy, koszulkę z jakimś dziwnym logiem, na którą z powrotem narzuciłam szlafrok. Nieziemską ochotę miałam założyć rajstopy, ale wariatki postanowiłam z siebie nie robić. Łóżko pościeliłam, plecak spakowałam. Nawet włosy zdążyłam rozczesać! I w końcu herbatka wystygła, toteż wypiłam ją jednym szwungiem. Chwilę później myłam zęby, ubierałam grubą bluzę, zarzucałam kurtkę przeciwdeszczową i mimo to zabrałam parasol. Wybiegłam z plecakiem. Tata zamknął za mną drzwi i kazał uważać na przejściu.
- Matko, spóźnię się!
Krzyknęłam patrząc na zegarek w telefonie. Za dwie minuty miałam mieć autobus, ale miałam jeszcze przejście dla pieszych do minięcia. Wleciałam na nie i poczułam czyjeś dłonie na swoich ramionach. Potem zauważyłam jak świat wiruje, a ja lecę prosto w twardą glebę twarzą w dół. Wydawało mi się, że słyszałam trąbienie i jakiś mały huk, ale próbując ratować swoją buzię zignorowałam to. Podniosłam dłonie, by chronić twarz, uwolniona z mocnego chwytu i padłam. Potknęłam się? Sama nie wiem. Gdy podnosiłam się z twardego podłoża ujrzałam leżącego obok mężczyznę w wieku około czterdziestu lat. Zmarszczyłam lekko brwi. Usiadłam i wtedy zobaczyłam dwa samochody, które się zderzyły. Z ich wnętrz powychodzili dwaj kierowcy, którzy od razu rzucili się na mnie z przekleństwami.
- Jak Ty chodzisz!? - krzyczał pierwszy.
- I kto teraz za to zapłaci? - warczał kolejny.
- Mogłem cię zabić!
Dopowiedział to mężczyzna pierwszy, który na oko miał z trzydzieści lat. Byłam lekko stłumiona.
- Gdyby nie ten facet pewnie leżałabyś w ciężkim stanie.
Powstał tłum, który gadał jedno przez drugie. Nie wiedziałam o co chodzi w pierwszym momencie, lecz po chwili wrzasków obcych ludzi zrozumiałam, że wbiegłam pod rozpędzony samochód. Jednak mężczyzna leżący obok mnie uratował moje życie. Aczkolwiek samochody obydwu panów był w stanie krytycznym.
Rozejrzałam się. Tak bardzo chciałam podziękować mojemu bohaterowi. Skupiałam się, by go dojrzeć, lecz nie było go już w tłumie.
Uciekł?

niedziela, 1 września 2013

"The 30 Day Writing Challenge"

Usiadłam ostatnio przed komputerem w dość ponurym nastroju. Jeszcze miesiąc temu miałam nagły przypływ weny, którą umiałam złapać i zamienić na słowa. Ale teraz coś stanęło. Przez kilka godzin pisałam raz po raz jakieś bezsensowne słowa, aż wyszło byle co, czyli "życie na nudę #7". Jestem zawiedziona tym, że mam aktualnie niedobór myślowy. Może i nie jest to kompletny brak weny... Ale brak systematyczności i umiejętności ubierania rzeczy w słowa.
Dziś, w ostatni dzień wakacji, znów przysiadłam przy komputerze. Nie, nie zamierzałam nic pisać. Ale dwa dni temu wpadłam na pomysł, aby zacząć "The 30 Day Drawing Challenge". Całkiem miła odmiana. Zaczęłam inaczej myśleć. Mam jakieś podpowiedzi, a nie wszechobecną pustkę. Aż podskoczyłam na miejscu, gdy uświadomiłam sobie, że warto poszukać takiego czegoś o pisaniu. I znalazłam. Było tego troszkę.. Przejrzałam je, lecz doszłam do wniosku, że nie chce pisać o większości z tych rzeczy, tj. coś o tumblrze, czy innego dziwnego. Ale znalazłam to:
"The 30 Day Writing Challenge"
Lista prosta. Słowo po słowie. I postanowiłam, że zrobię, a co! I od jutra zacznę. Od lewej do prawej. Z góry do dołu. Aczkolwiek wiem, że nie będę zdolna dawać tego codziennie, ponieważ kochany rok szkolny właśnie jutro się zaczyna, jednakże będę się starać. I dopóki nie skończę tego challenge'u nie będę kontynuować nic innego. Ani "życia na nudę", ani nie wrócę do "świata istoty płaskiej". A tym bardziej do "Roboty", o której istnieniu zapomniałam, tak szczerze... Może po tym odzyskam jakieś resztki weny, chęć do pisania i umiejętność lepszego ujmowania wszystkiego w słowa.
Także.. 
Do napisania!