sobota, 7 września 2013

"The 30 Days Writing Challenge" - Day 2: Ash

Jesion, cholera jasna. Zawsze zastanawiałam się jak wygląda to drzewo. Jestem w kropce. Możliwe, iż wiele razy przechodziłam obok takiego, ale.. to drzewo nie ma żadnego związku z niczym! Jesion, jesion, jesion. Uderzam dłonią w biurko. Denerwuję się. Myślę nadaremno. I szlag człowieka bierze. Chociaż "ash" oznacza również "popiół". Ale z tym też nie mam żadnych skojarzeń!
Drapię się miarowo po czole zastanawiając co wymyślić. Może coś o drzewie powstającym z popiołów? Albo o drzewie, które zamieniło się w popiół po pożarze? Też nie. To takie denne, prostolinijne.

"Pewnego dnia szłam do pracy. Dzień zapowiadał się bardzo pięknie. Myślami byłam daleko w obłokach, lecz donośny dźwięk wyrwał mnie z zamyślenia. Na drodze biegnącej obok chodnika, po którym się poruszałam, przejeżdżały dwa wozy strażackie. Człowiek z nadwrażliwym słuchem, tak jak mój, denerwował się, gdy taki wóz przejeżdżał nieopodal i drażnił bębenki uszne swą donośną syreną. Zauważyłam, iż skręcił w uliczkę, którą zwykłam chodzić do mojego biura rachunkowego. Zaciekawiona podbiegłam te kilkanaście metrów. Moim oczom ukazał się ogromny pożar parku. Wyglądał niczym powstający z popiołów feniks. Moje zielone tęczówki pochłaniały ten widok jak spragnione usta wodę. Wtedy ujrzałam moje ulubione drzewo. Jesion. Płomienie lizały jego delikatne, mannowe listowie. Wyglądał przepięknie, choć w sercu zrobiło mi się żal, jakbym traciła skarb przetrzymywany od dawien dawna w tym miejscu. Strażacy krzątali się, podłączali węże do hydrantu. Zaczęli akcję ratunkową, której bacznie się przyglądałam. Walczyli z drastycznością tego niebezpiecznego żywiołu. Skronie lśniły im od potu, dłonie obległy sadzą. Kiedy skończyli z połowy drzew nie zostało nic więcej niż popioły i szczątki."

Nie, to wcale nie wygląda ciekawie. Mogę iść skubać trawę a nie pisać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz