poniedziałek, 2 września 2013

"The 30 Days Writing Challenge" - Day 1: Hero

6:00 dzwoni budzik. Zdenerwowana, zaspana i nijaka podniosłam dłoń, aby złapać dzwoniącego natręta. Rzecz jasna, że kliknęłam "drzemkę". I z telefonem w dłoni padłam twarzą w poduszkę. Po pięciu minutach, gdy budzik znów zaczął denerwować mój nadwrażliwy porankami słuch, postanowiłam wyjść z łóżka. Mordęga. Nie dość, że zaczynała się powoli jesień to było zimno jakby zaczęła się zima. Cholerstwo jedno.
Zarzuciłam mój czerwony szlafrok w białe misie, zawiązałam się w pasie i ubrałam moje kochane bambosze-pandy. W kuchni zastałam krzątającego się tatę. Zawsze wstawał szybciej niż ja i robił mi kanapki do szkoły, a potem wracał do łóżka. Jak co ranek zjadłam płatki czekoladowe na mleku, byle podgrzanym, zalałam herbatę malinową i z nią poszłam do mojego pokoju. Normalną rzeczą u mnie jest to, iż dopóki herbata nie wystygnie robię masę rzeczy. Szybko ubrałam się w jasne jeansy, koszulkę z jakimś dziwnym logiem, na którą z powrotem narzuciłam szlafrok. Nieziemską ochotę miałam założyć rajstopy, ale wariatki postanowiłam z siebie nie robić. Łóżko pościeliłam, plecak spakowałam. Nawet włosy zdążyłam rozczesać! I w końcu herbatka wystygła, toteż wypiłam ją jednym szwungiem. Chwilę później myłam zęby, ubierałam grubą bluzę, zarzucałam kurtkę przeciwdeszczową i mimo to zabrałam parasol. Wybiegłam z plecakiem. Tata zamknął za mną drzwi i kazał uważać na przejściu.
- Matko, spóźnię się!
Krzyknęłam patrząc na zegarek w telefonie. Za dwie minuty miałam mieć autobus, ale miałam jeszcze przejście dla pieszych do minięcia. Wleciałam na nie i poczułam czyjeś dłonie na swoich ramionach. Potem zauważyłam jak świat wiruje, a ja lecę prosto w twardą glebę twarzą w dół. Wydawało mi się, że słyszałam trąbienie i jakiś mały huk, ale próbując ratować swoją buzię zignorowałam to. Podniosłam dłonie, by chronić twarz, uwolniona z mocnego chwytu i padłam. Potknęłam się? Sama nie wiem. Gdy podnosiłam się z twardego podłoża ujrzałam leżącego obok mężczyznę w wieku około czterdziestu lat. Zmarszczyłam lekko brwi. Usiadłam i wtedy zobaczyłam dwa samochody, które się zderzyły. Z ich wnętrz powychodzili dwaj kierowcy, którzy od razu rzucili się na mnie z przekleństwami.
- Jak Ty chodzisz!? - krzyczał pierwszy.
- I kto teraz za to zapłaci? - warczał kolejny.
- Mogłem cię zabić!
Dopowiedział to mężczyzna pierwszy, który na oko miał z trzydzieści lat. Byłam lekko stłumiona.
- Gdyby nie ten facet pewnie leżałabyś w ciężkim stanie.
Powstał tłum, który gadał jedno przez drugie. Nie wiedziałam o co chodzi w pierwszym momencie, lecz po chwili wrzasków obcych ludzi zrozumiałam, że wbiegłam pod rozpędzony samochód. Jednak mężczyzna leżący obok mnie uratował moje życie. Aczkolwiek samochody obydwu panów był w stanie krytycznym.
Rozejrzałam się. Tak bardzo chciałam podziękować mojemu bohaterowi. Skupiałam się, by go dojrzeć, lecz nie było go już w tłumie.
Uciekł?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz